- Macie wszyscy być grzeczni. - powtarza po raz setny moja mama. - Nie chcę sprawić wrażenia złej lub słabej matki.
- Mamo i tak zawsze wypadasz dobrze. - powiedziałam.
- Nie to co ty. - powiedział tata. Zamilkłam, nie wiem dlaczego zawsze robią to samo. Przed każdym bankietem są dla okropnie surowi.
- Wiecie, że ich nie lubię.
- Nicole, to część naszego życia, najprawdopodobniej będzie częścią twojego. - nie podniosłam wzroku znad talerza. Jest godzina 15:00, za 1,5h mamy wszyscy być gotowi, więc rodzice dają nam wskazówki co do zachowania na bankiecie. Jak zawsze wszelkie uwagi są do mnie.
- Pamiętaj masz się uśmiechać.
- I nie wdawaj się w żadną rywalizację z nikim.
- To było tylko raz! Miałam 6 lat! Poza tym to był wyścig na jedzenie pączków...
- Nieważne kiedy to było, ważne, że było. - ojciec wchodził do schodach na górę.
- No, a teraz wszyscy idźcie się umyć i ubrać. Nicole w szafie masz sukienkę.
- Jasne - poszłam na górę i wzięłam ciepły prysznic. Potem podeszłam do szafy i wyjęłam z niej koktajlową sukienkę.
<Macie do wyboru jedną z nich, od lewej numery 1,2,3>
No, nie powiem, że mama się nie postarała. Sukienka idealnie podkreślała moją cerę i kolor włosów. Spojrzałam w lustro i wiedziałam dokładnie, które buty będą do tego najlepiej pasować. Następnie usiadłam przed moją toaletką i nałożyłam makijaż. Kiedy trzeba umiem sprawić dobre wrażenie. Chcą córki idealnej to będą ją mieli. Wszystko prześlicznie się komponowało, przynajmniej moim zdaniem...
- Nicole, nie możesz wyglądać mniej... pewnie siebie?- zapytał mój ojciec, gdy zeszłam na dół.
- Ostatnio mówiłeś, że zbytnio wtapiałam się w tłum!
- Nie pyskuj!
Westchnęłam. Poddaję się, będę milczeć cały wieczór. Może wtedy będą zadowoleni.
Wsiedliśmy do samochodu i po 40 minutach byliśmy na miejscu. Dom przyjaciela, a jednocześnie współpracownika taty, leżał praktycznie w środku lasu. Czy wszyscy ludzie z tego miasteczka tak żyją?Jako odludki?
- Witaj Tom! - mężczyzna w średnim wieku, o mocnym rysach powitał mojego ojca. - To pewnie jest piękna Rose.
- Witam. - mama podała mu rękę.
- A to Carol! Gwiazda wieczoru!
- Dzień dobry - odpowiedział roześmiany Carol.
- A to Nicolette. - przedstawił mnie tata. Mężczyzna zdziwił się na mój widok, spojrzał na mojego ojca. Ale za chwilę zwrócił się do mnie z uśmiechem.
- Witaj Nicolette, przyznam się nie wiedziałem, że Tom ma tak piękną córkę. - Czy mi się wydaje, czy temu facetowi przez chwilę świeciły się oczy? Pewnie to kwestia oświetlenia.
- Witam. - odpowiedziałam krótko.
- Powiedz mi ile masz lat?
- 17
- O mój syn jest tylko rok starszy od Ciebie. Zapoznam Was, pewnie będziecie razem chodzić do szkoły. - Weszliśmy wszyscy do środka. Na dworzu, było ciepło, więc nie mieliśmy żadnych płaszczy ani tego typu rzeczy. Mężczyzna zaprowadził nas do ogromnego salonu, przystrojonego pięknymi lampkami, z boku było ustawione podium, pewnie będą przemawiać, może kogoś nagradzać.
Nagle poczułam jak ktoś mnie ciągnie do tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam śmiertelnie przerażoną twarz mamy.
- Nazywają się Segundo, lepiej na nich uważaj. - puściła mnie i podeszła do mojego taty z uśmiechem. Pocałowała go w policzek.
Potrafiłam myśleć tylko jedno: "CO TO DO CHOLERY BYŁO?!". Wiedziałam, że moja mama to najnormalniejszych nie należy, ale ten moment... Wydawało mi się, że spojrzała mi w oczy po raz pierwszy od wielu lat.
- To moja żona Felice. - przedstawił kobietę przyjaciel ojca. Jego małżonka była kompletnie inna. Miała delikatne rysy, porcelanową cerę i długie blond włosy, podczas gdy on miał latynoską urodę.
- Witam w naszych skromnych progach. - powiedziała.
Moim zdaniem skromne nie są - pomyślałam. Kobieta nagle spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Przedstawię Wam naszego syna. Andrew pozwól tu na chwilkę, poznasz Toma i jego rodzinę. - spojrzałam w stronę z której miał nadejść ów Andrew i zobaczyłam jednego z najprzystojniejszych facetów jakich widziałam,a jeszcze nie zdążył obrócić się do mnie przodem. Był dosłownie zmieszaniem swoich rodziców, jego cera nie była tak jasna jak jego matki, ani tak ciemna jak ojca. Włosy miał w kolorze orzechowego brązu, tak jakby się wymieszało kolory jego rodziców.
Gdy jednak podniósł głowę, sparaliżowało mnie. Gdybym miała w ręku kieliszek to rozbił by się z głośnym hukiem. Andrew Segudno to ten sam chłopak, który wczoraj próbował mnie porwać w lesie.
Zobaczył mnie. Zdążyłam się schować za plecami, moich rodziców, ale to i tak wystarczyło, żeby pojawił się zadziorny uśmieszek na jego twarzy.
- To pan Tom Wollf, jego żona Rose Wollf i ich syn Carol- chłopak podał im rękę.
- A dziewczyna? - spytał. Jego ojciec jakby się zmieszał. Wyszłam zza rodziców, stanęłam za bratem.
- Nicolette Wolf - powiedziałam. - Miło mi - podałam mu rękę. - tym razem uśmiechnął się serdecznie. Ten uśmiech bardziej mi się spodobał. Niestety zaraz po tym jak uścisnął mi rękę, nachylając się jednocześnie w moją stronę, spoważniał, mogłam dostrzec zaintrygowanie w jego oczach.
Odwzajemniłam twardym, pozbawionym emocji spojrzeniem.
- Nicolette, będzie chodziła z Tobą do szkoły.
- To mam nadzieję, że jesteś dobra w sporcie, co roku zgarniamy złoto we wszystkich zawodach, a w tym roku brakuje nam osób. - już miałam odpowiedzieć kiedy przerwała mi matka.
- Oj nie wiem czy Nicolette się nadaje, ona ze sportu to raczej nie. - poczułam nieprzyjemne ukłucie w środku, wbiła mi szpilkę.
- Nie słyniemy tylko ze sportu. Każdy znajdzie coś dla siebie. - odpowiedział cały czas patrząc na mnie, ja tym razem uniknęłam kontaktu wzrokowego, wolałam się bawić kosmykiem włosów.
- Może damy dzieciakom pogadać, a ja przedstawię Wam resztę... zarządu.
- Z chęcią. - odpowiedział mój ojciec i zostawił mnie i Carola z Andrew.
- Umiesz grać w piłkę?- zapytał Carol.
- Oczywiście, na zewnątrz jest reszta dzieciaków. Chodź zaprowadzę Cię. - i wyszli.
Zaczyna się nasza bankietowa rutyna. Przez te lata zdążyłam ułożyć sobie listę czynności, które mogą mnie zająć przez te 2-3 godziny.
1. Znajdź bufet i zjedz to na co masz tylko ochotę, a przy okazji możesz przysłuchiwać się rozmowom.
2. Jeśli jest gdzieś szafka z książkami, przeglądnij wszystkie
3. Znajdź osobę, która jest tak samo samotna i zagadaj
Głównie każdy bankiet sprowadza się do jednego punktu, nie wszędzie mają dobre jedzenie, nie wszędzie mają książki.
Rozejrzałam się po sali, przy bufecie stoją rodzice, odpada. Nie widzę nigdzie regału... hmm zostaje mi tylko znaleźć kogoś tak samo samotnego. Usiadłam na końcu sali w kącie i przewijałam wzrokiem po ludziach. Wszyscy z kimś rozmawiali, nawet te moje sposoby zawiodły. Pozostaje mi spędzić wieczór sam na sam. Założyłam, więc nogę na nogę i postanowiłam udawać, że podziwiam wielki portret rodzinny. Musiał być malowany przynajmniej 10 lat temu, bo Andrew jest na nim małym chłopcem.
- Witam wszystkich na corocznym zgromadzeniu zarządu. - zobaczyłam na podeście pana Segundo. Trzymał w ręku kieliszek szampana i ewidentnie nie był to jego pierwszy dzisiaj. - Chciałbym powitać naszego nowego kolegę Toma Wollfa! Który został również prezesem naszej firmy! - wszyscy zaczęli bić brawo i wiwatować. - Z tej okazji chciałbym ogłosić polowanie! Odbędzie się jutro o godzinie 24:00! A teraz zapraszam panów na omówienie szczegółów!
- Ogłaszamy również konkurs! - zawołała Felicia. - Karaoke. Zobaczmy kto jest najlepszy! - wszystkie żony biznesemenów zawiwatowały. Super, oby mnie w to nikt nie wciągnął.
Impreza zdążyła rozkręcić się na dobre. Nie zliczę ile osób zaśpiewało. Nie wiedziałam, że ci ludzie są tak rozrywkowi. Każdy coś tam śpiewał po czym wszyscy się śmiali i zmiana. Po pewnym czasie przestali wchodzić na "scenę". Nastąpiła selekcja na mini grupki. Moi rodzice gdzieś wyszli, a ja nadal siedziałam na tym samym fotelu. Zachciało mi się spać.
- Nie jesteś chyba zbyt rozrywkowa, co? - spojrzałam w górę i zobaczyłam Andrew. Miał poluzowany krawat, a ze spodni wychodziła mu koszula.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam.Byłam zła na niego, mógł powiedzieć kim jest, a przez niego wracałam wczoraj sama przez las.
- Znalazła się księżniczka, co Cię ugryzło? - powiedział i chciał odejść, powstrzymałam go.
- Co mnie ugryzło? Czemu nie powiedziałeś mi wczoraj kim jesteś?
Zatrzymał się.
- A czemu miałbym? Dało by Ci to coś? - gotowałam się od środka, drażnił się ze mną.
- Nie, ale za to jak wróciłeś by mnie znaleźć raczej nie wyglądałeś na zdrowego psychicznie. - rzuciłam, bezsensu wypowiedź, ale chciałam mu dopiec.
- Widziałaś mnie?
- Oczywiście, że tak. I to wyglądało jakby to TOBIE zależało na podwiezieniu mnie.
- Nie chciałem, żebyś szła sama przez las, nie w twoim stanie...
- Moim stanie?
- Twoi rodzice mówili, że twoja kondycja jest gorzej niż kiepska... psychiczna oczywiście.- DOSYĆ TEGO!
- Nic o mnie nie wiesz! - powiedziałam i wstałam. Byłam wściekła, nawet nie wiem dlaczego. Widok jego roześmianej twarzy sprawiał, że miałam ochotę mu przywalić.Odwróciłam się i chciałam odejść, gdy...
- Udowodnij, że jest inaczej.
- Niby jak?
- Zaśpiewaj ze mną w duecie. - zamilkłam. Nie lubię śpiewać przed ludźmi od czasu, kiedy ojciec powiedział mi, że nie umiem śpiewać. Ale to w sumie karaoke, nie trzeba umieć, a ja bardzo, ale to bardzo chciałam sprawić, żeby ten głupi uśmieszek zniknął mu z twarzy.
- Zgoda, zobaczymy kto jest lepszy. - wyminęłam go i weszłam na podest. W podskokach dogonił mnie i zdążył tylko szepnąć tytuł piosenki swojej mamie na ucho.
- Powodzenia - rzucił. Czemu ja to w ogóle robię????
- Będzie Tobie potrzebne. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Ten chłopak w 5 minut namówił mnie do czegoś, czego normalnie w życiu bym nie zrobiła! To oznacza kłopoty.
Poleciała muzyka. Już po pierwszych paru nutach wiedziałam co to za piosenka. "I don't wanna live forever". Kiedy Andrew zaczął śpiewać spojrzałam na niego przestraszona. Ma przepiękny głos, idealnie wpasowujący się w tonację, zaskutkowało to natychmiastowym zwróceniem na nas uwagi. Nadeszła moja kolej.
- I' m sitting eyes wide open and I got one thing stuck in my mind.... - poczułam na sobie wzrok wszystkich. Złapałam mocniej mikrofon. Co gorsza zobaczyłam kątem oka zdziwioną minę Andrew. Zachciało mi się śmiać. Odważyłam się i odwróciłam się do niego.
Nagle poczułam ogromną ochotę go pocałować. Na wspólną zwrotkę obydwoje zaczęliśmy iść w swoją stronę. Nie wiem czemu to zrobiłam. Kiedy byliśmy blisko, wyminęliśmy się, patrząc sobie w oczy. Kiedy skończyliśmy śpiewać staliśmy bardzo blisko siebie. Nachylił się, już miał mnie pocałować, kiedy nagle na scenę wszedł jego ojciec.
- Brawa dla wygranej pary!!! - ludzie zaczęli nam bić brawo, jednak w tym tłumie uśmiechów zobaczyłam twarze moich rodziców. Szykuje się draka.
- Mamo i tak zawsze wypadasz dobrze. - powiedziałam.
- Nie to co ty. - powiedział tata. Zamilkłam, nie wiem dlaczego zawsze robią to samo. Przed każdym bankietem są dla okropnie surowi.
- Wiecie, że ich nie lubię.
- Nicole, to część naszego życia, najprawdopodobniej będzie częścią twojego. - nie podniosłam wzroku znad talerza. Jest godzina 15:00, za 1,5h mamy wszyscy być gotowi, więc rodzice dają nam wskazówki co do zachowania na bankiecie. Jak zawsze wszelkie uwagi są do mnie.
- Pamiętaj masz się uśmiechać.
- I nie wdawaj się w żadną rywalizację z nikim.
- To było tylko raz! Miałam 6 lat! Poza tym to był wyścig na jedzenie pączków...
- Nieważne kiedy to było, ważne, że było. - ojciec wchodził do schodach na górę.
- No, a teraz wszyscy idźcie się umyć i ubrać. Nicole w szafie masz sukienkę.
- Jasne - poszłam na górę i wzięłam ciepły prysznic. Potem podeszłam do szafy i wyjęłam z niej koktajlową sukienkę.
No, nie powiem, że mama się nie postarała. Sukienka idealnie podkreślała moją cerę i kolor włosów. Spojrzałam w lustro i wiedziałam dokładnie, które buty będą do tego najlepiej pasować. Następnie usiadłam przed moją toaletką i nałożyłam makijaż. Kiedy trzeba umiem sprawić dobre wrażenie. Chcą córki idealnej to będą ją mieli. Wszystko prześlicznie się komponowało, przynajmniej moim zdaniem...
- Nicole, nie możesz wyglądać mniej... pewnie siebie?- zapytał mój ojciec, gdy zeszłam na dół.
- Ostatnio mówiłeś, że zbytnio wtapiałam się w tłum!
- Nie pyskuj!
Westchnęłam. Poddaję się, będę milczeć cały wieczór. Może wtedy będą zadowoleni.
Wsiedliśmy do samochodu i po 40 minutach byliśmy na miejscu. Dom przyjaciela, a jednocześnie współpracownika taty, leżał praktycznie w środku lasu. Czy wszyscy ludzie z tego miasteczka tak żyją?Jako odludki?
- Witaj Tom! - mężczyzna w średnim wieku, o mocnym rysach powitał mojego ojca. - To pewnie jest piękna Rose.
- Witam. - mama podała mu rękę.
- A to Carol! Gwiazda wieczoru!
- Dzień dobry - odpowiedział roześmiany Carol.
- A to Nicolette. - przedstawił mnie tata. Mężczyzna zdziwił się na mój widok, spojrzał na mojego ojca. Ale za chwilę zwrócił się do mnie z uśmiechem.
- Witaj Nicolette, przyznam się nie wiedziałem, że Tom ma tak piękną córkę. - Czy mi się wydaje, czy temu facetowi przez chwilę świeciły się oczy? Pewnie to kwestia oświetlenia.
- Witam. - odpowiedziałam krótko.
- Powiedz mi ile masz lat?
- 17
- O mój syn jest tylko rok starszy od Ciebie. Zapoznam Was, pewnie będziecie razem chodzić do szkoły. - Weszliśmy wszyscy do środka. Na dworzu, było ciepło, więc nie mieliśmy żadnych płaszczy ani tego typu rzeczy. Mężczyzna zaprowadził nas do ogromnego salonu, przystrojonego pięknymi lampkami, z boku było ustawione podium, pewnie będą przemawiać, może kogoś nagradzać.
Nagle poczułam jak ktoś mnie ciągnie do tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam śmiertelnie przerażoną twarz mamy.
- Nazywają się Segundo, lepiej na nich uważaj. - puściła mnie i podeszła do mojego taty z uśmiechem. Pocałowała go w policzek.
Potrafiłam myśleć tylko jedno: "CO TO DO CHOLERY BYŁO?!". Wiedziałam, że moja mama to najnormalniejszych nie należy, ale ten moment... Wydawało mi się, że spojrzała mi w oczy po raz pierwszy od wielu lat.
- To moja żona Felice. - przedstawił kobietę przyjaciel ojca. Jego małżonka była kompletnie inna. Miała delikatne rysy, porcelanową cerę i długie blond włosy, podczas gdy on miał latynoską urodę.
- Witam w naszych skromnych progach. - powiedziała.
Moim zdaniem skromne nie są - pomyślałam. Kobieta nagle spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Przedstawię Wam naszego syna. Andrew pozwól tu na chwilkę, poznasz Toma i jego rodzinę. - spojrzałam w stronę z której miał nadejść ów Andrew i zobaczyłam jednego z najprzystojniejszych facetów jakich widziałam,a jeszcze nie zdążył obrócić się do mnie przodem. Był dosłownie zmieszaniem swoich rodziców, jego cera nie była tak jasna jak jego matki, ani tak ciemna jak ojca. Włosy miał w kolorze orzechowego brązu, tak jakby się wymieszało kolory jego rodziców.
Gdy jednak podniósł głowę, sparaliżowało mnie. Gdybym miała w ręku kieliszek to rozbił by się z głośnym hukiem. Andrew Segudno to ten sam chłopak, który wczoraj próbował mnie porwać w lesie.
Zobaczył mnie. Zdążyłam się schować za plecami, moich rodziców, ale to i tak wystarczyło, żeby pojawił się zadziorny uśmieszek na jego twarzy.
- To pan Tom Wollf, jego żona Rose Wollf i ich syn Carol- chłopak podał im rękę.
- A dziewczyna? - spytał. Jego ojciec jakby się zmieszał. Wyszłam zza rodziców, stanęłam za bratem.
- Nicolette Wolf - powiedziałam. - Miło mi - podałam mu rękę. - tym razem uśmiechnął się serdecznie. Ten uśmiech bardziej mi się spodobał. Niestety zaraz po tym jak uścisnął mi rękę, nachylając się jednocześnie w moją stronę, spoważniał, mogłam dostrzec zaintrygowanie w jego oczach.
Odwzajemniłam twardym, pozbawionym emocji spojrzeniem.
- Nicolette, będzie chodziła z Tobą do szkoły.
- To mam nadzieję, że jesteś dobra w sporcie, co roku zgarniamy złoto we wszystkich zawodach, a w tym roku brakuje nam osób. - już miałam odpowiedzieć kiedy przerwała mi matka.
- Oj nie wiem czy Nicolette się nadaje, ona ze sportu to raczej nie. - poczułam nieprzyjemne ukłucie w środku, wbiła mi szpilkę.
- Nie słyniemy tylko ze sportu. Każdy znajdzie coś dla siebie. - odpowiedział cały czas patrząc na mnie, ja tym razem uniknęłam kontaktu wzrokowego, wolałam się bawić kosmykiem włosów.
- Może damy dzieciakom pogadać, a ja przedstawię Wam resztę... zarządu.
- Z chęcią. - odpowiedział mój ojciec i zostawił mnie i Carola z Andrew.
- Umiesz grać w piłkę?- zapytał Carol.
- Oczywiście, na zewnątrz jest reszta dzieciaków. Chodź zaprowadzę Cię. - i wyszli.
Zaczyna się nasza bankietowa rutyna. Przez te lata zdążyłam ułożyć sobie listę czynności, które mogą mnie zająć przez te 2-3 godziny.
1. Znajdź bufet i zjedz to na co masz tylko ochotę, a przy okazji możesz przysłuchiwać się rozmowom.
2. Jeśli jest gdzieś szafka z książkami, przeglądnij wszystkie
3. Znajdź osobę, która jest tak samo samotna i zagadaj
Głównie każdy bankiet sprowadza się do jednego punktu, nie wszędzie mają dobre jedzenie, nie wszędzie mają książki.
Rozejrzałam się po sali, przy bufecie stoją rodzice, odpada. Nie widzę nigdzie regału... hmm zostaje mi tylko znaleźć kogoś tak samo samotnego. Usiadłam na końcu sali w kącie i przewijałam wzrokiem po ludziach. Wszyscy z kimś rozmawiali, nawet te moje sposoby zawiodły. Pozostaje mi spędzić wieczór sam na sam. Założyłam, więc nogę na nogę i postanowiłam udawać, że podziwiam wielki portret rodzinny. Musiał być malowany przynajmniej 10 lat temu, bo Andrew jest na nim małym chłopcem.
- Witam wszystkich na corocznym zgromadzeniu zarządu. - zobaczyłam na podeście pana Segundo. Trzymał w ręku kieliszek szampana i ewidentnie nie był to jego pierwszy dzisiaj. - Chciałbym powitać naszego nowego kolegę Toma Wollfa! Który został również prezesem naszej firmy! - wszyscy zaczęli bić brawo i wiwatować. - Z tej okazji chciałbym ogłosić polowanie! Odbędzie się jutro o godzinie 24:00! A teraz zapraszam panów na omówienie szczegółów!
- Ogłaszamy również konkurs! - zawołała Felicia. - Karaoke. Zobaczmy kto jest najlepszy! - wszystkie żony biznesemenów zawiwatowały. Super, oby mnie w to nikt nie wciągnął.
Impreza zdążyła rozkręcić się na dobre. Nie zliczę ile osób zaśpiewało. Nie wiedziałam, że ci ludzie są tak rozrywkowi. Każdy coś tam śpiewał po czym wszyscy się śmiali i zmiana. Po pewnym czasie przestali wchodzić na "scenę". Nastąpiła selekcja na mini grupki. Moi rodzice gdzieś wyszli, a ja nadal siedziałam na tym samym fotelu. Zachciało mi się spać.
- Nie jesteś chyba zbyt rozrywkowa, co? - spojrzałam w górę i zobaczyłam Andrew. Miał poluzowany krawat, a ze spodni wychodziła mu koszula.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam.Byłam zła na niego, mógł powiedzieć kim jest, a przez niego wracałam wczoraj sama przez las.
- Znalazła się księżniczka, co Cię ugryzło? - powiedział i chciał odejść, powstrzymałam go.
- Co mnie ugryzło? Czemu nie powiedziałeś mi wczoraj kim jesteś?
Zatrzymał się.
- A czemu miałbym? Dało by Ci to coś? - gotowałam się od środka, drażnił się ze mną.
- Nie, ale za to jak wróciłeś by mnie znaleźć raczej nie wyglądałeś na zdrowego psychicznie. - rzuciłam, bezsensu wypowiedź, ale chciałam mu dopiec.
- Widziałaś mnie?
- Oczywiście, że tak. I to wyglądało jakby to TOBIE zależało na podwiezieniu mnie.
- Nie chciałem, żebyś szła sama przez las, nie w twoim stanie...
- Moim stanie?
- Twoi rodzice mówili, że twoja kondycja jest gorzej niż kiepska... psychiczna oczywiście.- DOSYĆ TEGO!
- Nic o mnie nie wiesz! - powiedziałam i wstałam. Byłam wściekła, nawet nie wiem dlaczego. Widok jego roześmianej twarzy sprawiał, że miałam ochotę mu przywalić.Odwróciłam się i chciałam odejść, gdy...
- Udowodnij, że jest inaczej.
- Niby jak?
- Zaśpiewaj ze mną w duecie. - zamilkłam. Nie lubię śpiewać przed ludźmi od czasu, kiedy ojciec powiedział mi, że nie umiem śpiewać. Ale to w sumie karaoke, nie trzeba umieć, a ja bardzo, ale to bardzo chciałam sprawić, żeby ten głupi uśmieszek zniknął mu z twarzy.
- Zgoda, zobaczymy kto jest lepszy. - wyminęłam go i weszłam na podest. W podskokach dogonił mnie i zdążył tylko szepnąć tytuł piosenki swojej mamie na ucho.
- Powodzenia - rzucił. Czemu ja to w ogóle robię????
- Będzie Tobie potrzebne. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Ten chłopak w 5 minut namówił mnie do czegoś, czego normalnie w życiu bym nie zrobiła! To oznacza kłopoty.
Poleciała muzyka. Już po pierwszych paru nutach wiedziałam co to za piosenka. "I don't wanna live forever". Kiedy Andrew zaczął śpiewać spojrzałam na niego przestraszona. Ma przepiękny głos, idealnie wpasowujący się w tonację, zaskutkowało to natychmiastowym zwróceniem na nas uwagi. Nadeszła moja kolej.
- I' m sitting eyes wide open and I got one thing stuck in my mind.... - poczułam na sobie wzrok wszystkich. Złapałam mocniej mikrofon. Co gorsza zobaczyłam kątem oka zdziwioną minę Andrew. Zachciało mi się śmiać. Odważyłam się i odwróciłam się do niego.
Nagle poczułam ogromną ochotę go pocałować. Na wspólną zwrotkę obydwoje zaczęliśmy iść w swoją stronę. Nie wiem czemu to zrobiłam. Kiedy byliśmy blisko, wyminęliśmy się, patrząc sobie w oczy. Kiedy skończyliśmy śpiewać staliśmy bardzo blisko siebie. Nachylił się, już miał mnie pocałować, kiedy nagle na scenę wszedł jego ojciec.
- Brawa dla wygranej pary!!! - ludzie zaczęli nam bić brawo, jednak w tym tłumie uśmiechów zobaczyłam twarze moich rodziców. Szykuje się draka.
Komentarze
Prześlij komentarz