- Hej... wszystko z Tobą
ok? - otworzyłam oczy. Nade mną stał jakiś chłopak. Na nosie miał
okrągłe, hipsterskie okulary, a za nimi brązowe oczy. Może i był
przystojny, ale w tamtej chwili średnio mnie to obchodziło. Głowa
potwornie mnie bolała.
- Która godzina? - wymamrotałam, sprawdzając jak wielkiego mam guza na głowie.
- Dochodzi 18:00. -
przerażona spojrzałam na niego, z domu wyszłam o 13:00. Co oznacza, że
nie było mnie 5 godzin...- Wszystko w porządku? - przyglądał mi się
badawczo.
- Nie... muszę wracać do domu. - próbowałam wstać, ale szybko straciłam równowagę i wpadłam prosto w ramiona nieznajomego.
- Spokojnie. -
powiedział, pomagając mi. Spojrzałam mu w oczy, niesamowicie brązowe,
jak czekolada, gorzka. - Powiedz mi, co się stało, może pomogę?
- Biegałam i trafiłam tutaj... cofnęłam się, żeby nie spaść i potknęłam się o korzeń. Musiałam stracić przytomność.
- Zabrać Cię do szpitala?
- Nie, wszystko jest
dobrze. Mam tylko guza. Powinnam już wracać. - rozejrzałam się. Nie
bardzo wiedziałam jak się tu dostałam, to jak mam wrócić?
- Nie powinnaś iść przez
las sama, szczególnie z uwagi na wilki. Chodź podwiozę Cię. -
spojrzałam podejrzliwie. - Nie zamierzam Cię porwać. - zaśmiał się.
Spojrzałam jeszcze raz w stronę drogi przez las. Faktycznie, wizja
spotkania wilka nie malowała się ciekawie, więc poszłam za chłopakiem.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Za co?
- Cóż, za dwie rzeczy:
za podwózkę i za sprawdzenie czy nic mi nie jest. Jestem Nicolette. -
wybiegłam przed niego i wyciągnęłam rękę. - Nicolette Wollf. - dopiero
teraz uważniej mu się przyjrzałam. Był wysoki, widać, że dobrze
zbudowany, mniej więcej w moim wieku. Ubrany zwyczajnie, t-shirt,
jeansy. Zaczęłam zastanawiać się co robił w lesie o tej godzinie.
Chciałam sprawdzić, czy na pewno ma dobre zamiary.
- Miło mi Cię poznać
Nicole. - podał mi rękę. Miał mocny uścisk dłoni, odwzajemniłam. Kącik
ust mu drgnął, jakby na podziw, że jednak mam trochę siły.
- Nie przedstawisz mi się? - zapytałam, a on szedł dalej, ścieżką, która prowadziła w dół klifu, na mała plażę.
- Będzie na to czas. - powiedział i przeszedł przez plażę. - Idziesz?
Teraz już nie wiem
czy chcę iść. Jak to się kończy w horrorach? Facet okazuje się opętanym
gwałcicielem? Nie, odmówię tej czarującej zabawie. - pomyślałam.
- Rozmyśliłam się, jednak sama wrócę.
- Oj weź, przestraszyłaś się? Nie dasz rady sama w lesie.
- Jakoś tu sama przyszłam, więc dam radę wrócić.
- Jesteś tu nowa, skąd
możesz znać las? Chodź podwiozę Cię, to nie problem. -powiedział
bardziej stanowczo. Zadrżałam ze strachu. Nic mu nie mówiłam, że jestem
nowa, w dodatku wydawał się być zadziwiająco pewny, że mnie zawiezie
dokładnie pod mój dom. Zaczęłam się wycofywać, aż w końcu odwróciłam się
i wbiegłam z powrotem na górę.
- Hej! Wracaj! -
usłyszałam za sobą. Niewiele myśląc wbiegłam do lasu i ukryłam się za
krzakiem. Tam wstrzymałam oddech. Słyszałam jak wbiega na górę i kręci
się tam w kółko. Przerażona liczyłam sekundy, sekundy przeszły w minuty.
Myślałam, że już nigdy nie odejdzie, kiedy...
- Cholera! - krzyknął. Wtedy wiedziałam, że dobrze zrobiłam uciekając. Mogłam poczuć jego wściekłość.
Poczekałam dopóki nie
usłyszałam samochodu gdzieś u podnóża klifu. Wtedy wstałam i zaczęłam
biec prosto przed siebie. Nie marzyłam o niczym innym, tylko by znaleźć
się już w domu.
Dom zobaczyłam za jakieś
następne 40 minut. Przyspieszyłam i wbiegłam do środka. Wbiegłam do
środka i trzasnęłam drzwiami. Poszłam do kuchni nalać sobie szklanki
wody. Gdy odstawiłam ją z powrotem na blat usłyszałam za sobą:
- Gdzie byłaś cały
dzień? - odwróciłam się i podskoczyłam jednocześnie - Chyba nie
zamierzasz uderzyć własnego ojca? - za mną stał nie kto inny, tylko mój
tata. Zdziwiona odpowiedziałam natychmiast:
- Nie! W życiu.
- Gdzie byłaś?
- Wyszłam pobiegać.
- Przyjechały nasze rzeczy, a ciebie nie było, żeby je odebrać. Musieliśmy teraz wszystko wnieść sami.
Przeklęta kartka... trzeba było ją przeczytać.
- Straciłam poczucie czasu, przepraszam.
- Jasne, założę się, że nawet nie wiedziałaś, że po tych lasach grasują wilki! Masz w ogóle świadomość swoich czynów?!
- Nic mnie teraz nie napadło! Umiem sobie poradzić!
- Nie wątpię! Swoje
rzeczy sama wnieś na górę, mam nadzieję, że jutro będziesz się lepiej
zachowywać na moim bankiecie powitalnym. - wyszedł trzaskając drzwiami.
Biłam się z myślami.
Kiedy przychodzi do obrony w prawdziwym życiu... nie użyłam moich
umiejętności poza siłownią. Nigdy... nigdy nie miałam okazji, nigdy nie
musiałam i teraz gdy była odpowiednia chwila, po prostu stchórzyłam,
uciekłam.
Zmęczona usiadłam na
krześle. Milion myśli krążyło mi po głowie. Kim był ten chłopak w lesie?
Czego chciał? Gdzie byli dzisiaj moi rodzice? Głowa mnie ponownie
rozbolała.
Wnoszenie kartonów
zajęło mi ok. 30 minut. Byłam tak wyczerpana całym dniem, że od razu
poszłam się umyć. Gdy wyszłam i kładłam się spać spojrzałam na las za
oknem. Księżyc, był w pierwszej kwadrze, zbliża się pełnia.
Zadrżałam, podczas pełni zawsze śnią mi się koszmary, a ostatnio ciągle ten sam.
Już miałam zasnąć i wtedy to usłyszałam. Przeciągłe i przeraźliwe wycie... wilka.
Komentarze
Prześlij komentarz