Obudziłam się o 11:00,
całą noc spałam jak zabita. Wstałam myśląc, że jestem w moim starym
pokoju, a okazało się, że.... jestem w zupełnie innym miejscu.
Poczułam ulgę.
Przeprowadzając się postanowiłam zacząć nowe życie, życie w którym
znajdę prawdziwych przyjaciół i sprawię, że rodzice będą wreszcie ze
mnie dumni.
Pełna energii, zeszłam
na dół przywitać się z resztą. Wszyscy oprócz mnie w tej rodzinie wstają
przeraźliwie wcześnie. Jednak, gdy zeszłam na dole nie było nikogo. Na
stole za to leżała karteczka.
Mój żołądek przewrócił
się na lewą stronę. Dawniej rodzice zostawiali mi kartkę wyjaśniając ich
i Carola całodniową nieobecność. W zasadzie byłam sama w każdy weekend.
Myślałam, że tu coś się zmieni.
Zmiotłam kartkę nawet
jej nie czytając. Byłam zła i wkurzona, już pierwszego dnia. Otworzyłam
lodówkę by zjeść śniadanie. W środku było tylko mleko, szynka, ser i
jakieś inne podstawowe racje żywnościowe. W szufladzie znalazłam płatki,
więc zalałam je mlekiem i zjadłam chyba dwie porcje.
Jednak nawet po jedzeniu czułam narastająca we mnie frustrację, chciało mi się płakać.
Kiedyś mama nakryła mnie
na płaczu z powodu tego, że nikt nie chciał się ze mną bawić na placu
zabaw. Powiedziała wtedy coś, co pamiętam do dzisiaj:
- Płacz jest oznaką
słabości, dlatego skarbie nigdy nie płacz. - i przytuliła mnie. To jest
jedyne wspomnienie w którym okazuje mi jakiekolwiek uczucia. Od tamtej
pory nie uroniłam nawet łzy. Znalazłam sposób, żeby żal i smutek
przeradzać w złość i gniew, a potem rozładowuje je na wszelkie możliwe
sposoby. Tak zaczęła się moja przygoda ze sportem.
Kiedyś myślałam, że
zaimponuje rodzicom ocenami, chciałam by byli ze mnie zadowoleni,
czułam, że oczekują ode mnie czegoś specjalnego. Gdy jednak Carol zaczął
grać w piłkę i rodzice byli tym zachwyceni przerzuciłam się na sport.
Jako 10 latka zaczęłam trenować mieszane sztuki walki (ulubiony sport
taty) i dołączyłam do drużyny lekkoatletycznej (moja mama zawsze to
oglądała w telewizji).
O dziwo okazało się, że
jestem w tym całkiem niezła. Szybko łapałam zasady i zawsze dawałam z
siebie 100%. Już w pierwszym roku, w którym dołączyłam do drużyny,
zdobyłam mistrzostwa szkoły, potem dzielnicy... i dalej jakoś samo się
potoczyło, dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez sportu.
Szybko zmyłam naczynia i
poszłam na górę umyć się i ubrać. Z walizki wyciągnęłam mój stój
sportowy, krótkie spodenki, t-shirt i bluzę. Połowa mojej walizki to
właśnie sportowe ciuchy, reszta ma dojechać dzisiaj albo jutro tak samo
jak wszystkie inne rzeczy.
Chwyciłam telefon, słuchawki i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi, klucz schowałam pod wycieraczką.
- Zaczynajmy... -
szepnęłam zakładając słuchawki. Wybiegłam za bramę i skierowałam się
wzdłuż drogi. Biegnąc myślałam o tym jacy będą nowi ludzie w szkole.
Wcześniej byłam w dosyć popularna, szczególnie w sportowym kręgu. Miałam
nawet chłopaka, który, gdy dowiedział się, że przeprowadzam się na
drugi koniec kraju... zwyczajnie przespał się z inną na imprezie po
pijaku, za to moja najlepsza przyjaciółka Veronica... cóż, to z nią się
przespał.
Rytm wybijany przez
perkusję nadawał mi tempo, głęboko oddychałam, zapach drzew uspokajał
mnie. Zamknęłam oczy i wyłączyłam się. Biec, po prostu biec do końca życia. - myślałam.
W pewnym momencie
zatrzymałam się by się rozciągnąć troszkę. W pewnym momencie doznałam
wrażenia, że ktoś mnie obserwuje. Rozejrzałam się, ale wokół nie było
nikogo. Spojrzałam wgłąb lasu. Coś tam się poruszyło... Zdjęłam
słuchawki, cisza.
Coś mnie tknęło, więc
weszłam do lasu. Coś w środku mnie mówiło, że powinnam jak najszybciej
stamtąd uciekać, ale ja wciąż szłam naprzód. Co jeśli tam ktoś jest i
potrzebuje pomocy?
Nagle usłyszałam trzask
gałęzi za moimi plecami, ale gdy się odwróciłam mignęła mi tylko para
dwóch błyszczących, błękitnych oczu.
Oniemiałam. Bałam się poruszyć, ale gdy zdałam sobie sprawę, że zwierzę już uciekło, powoli zaczęłam znów spokojnie oddychać.
- Chyba dosyć biegania
jak na jeden dzień. - szepnęłam i wybiegłam z lasu na drogę, prosto pod
nadjeżdżający samochód, który szybko mnie wyminął i odjechał. Zdążyłam
zobaczyć tylko blond czuprynę kierowcy.
Serce biło mi szybciej
niż kiedykolwiek. Usiadłam na ziemi. Najpierw coś prawie zaatakowało
mnie w lesie, a teraz o mało nie rozjechał mnie samochód. Nie zapomnijmy
o tym, że cały dzisiejszy dzień spędzam sama.
Czułam jak mój puls przyśpiesza, powoli wszystko się rozmazywało. Zacisnęłam pięści, wstałam i zaczęłam biec z powrotem.
Zapomniałam wspomnieć,
że borykam się z tzw. "atakami paniki"? Nie mam pojęcia dlaczego skąd
się wzięły, mam je od kiedy skończyłam 5 lat. Lekarz powiedział mi
kiedyś, że jako dziecko wymazałam wspomnienia, które je spowodowały. Kto
chciałby pamiętać coś co wywołało traumę? Nie radziłam sobie z nimi,
paraliżowały mnie i nie byłam w stanie się ruszyć, często mdlałam.
Od kiedy skończyłam 10
lat nagle zaczęły ustępować, a kiedy się pojawiały zaczynałam trenować i
nagle zanikały. To jest kolejny powód dla którego codziennie rano i
wieczorem biegam. Niedługo, ale zawsze. Gdyby nie to, najprawdopodobniej
musiałam bym zażywać silne leki psychotropowe, a tego nigdy nie zrobię,
bo to oznacza ostateczność.
Biegłam, biegłam ile sił
miałam w nogach. Powoli uczucie odrętwienia ustępowało, odzyskiwałam
świadomość. Obraz się ostrzył i nagle spostrzegłam, że już dawno
wybiegłam z lasu i stoję na skraju przepaści! W dole morze uderzało o
klif, białe grzywy fal pieniły się jakby były na mnie wściekłe.
Krzyknęłam i cofnęłam
się do tyłu. Niestety nie zauważyłam korzenia za mną i przewróciłam się,
uderzając się w głowę. Świat znów zawirował, a ja odpłynęłam myśląc jak
piękne jest niebo...
Komentarze
Prześlij komentarz